Szkoła Podstawowa nr 4

im. Mikołaja Kopernika w Bytomiu

We wszystkich wywiadach, jak również w oficjalnych życiorysach zawsze podkreślałem z dumą, że jestem absolwentem Szkoły Podstawowej nr 4 im. Mikołaja Kopernika w Bytomiu.

Mieszkając w dzieciństwie i w latach młodości w kamienicy przy ulicy Stefana Żeromskiego (w której się zresztą urodziłem), zostałem zapisany do najbliższej szkoły, mieszczącej się przy ulicy Bolesława Chrobrego. Nie miała jeszcze wówczas swojego patrona, nazywała się ?Publiczna Szkoła Powszechna nr 4?. Była to szkoła męska, ulokowana w nowszej części obecnej szkoły; architektonicznie starsza część budynku szkolnego, mająca osobne wejście ? od podwórza, była szkołą żeńską, oddzieloną od naszej ścianą. My wchodziliśmy od ulicy Chrobrego. Po latach dowiedziałem się, że nasza szkoła jest dziełem wybitnego bytomskiego architekta ? Carla Bruggera, który pozostawił w naszym mieście wiele znakomitych secesyjnych dzieł, m.in. budynek obecnego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy alei Legionów, willę nadburmistrza Georga Brüninga przy tejże alei, własny dom na rogu ulicy Powstańców Warszawskich i obecnego placu Kruczkowskiego, a także kilka szkół, w tym okazały gmach liceum przy placu Sikorskiego.

Naukę w ?Czwórce? rozpocząłem w 1948 roku, a więc niedługo po zakończeniu wojny. Klasy były bardzo liczne, chyba ok. 40 uczniów. Obok rodowitych bytomian wielu pochodziło z Kresów wschodnich oraz z Polski centralnej. Większość moich kolegów, szczególnie urodzonych w Bytomiu, była półsierotami, bowiem ich ojcowie zostali w 1945 roku wywiezieni przez Rosjan do niewolniczej pracy w kopalniach Donbasu lub Syberii, skąd nigdy nie wrócili. Taki też los spotkał mojego ojca. Nie pamiętam, by na tle naszego pochodzenia były między nami jakieś nieporozumienia, tym bardziej, że nauczyciele nie faworyzowali ani tym bardziej nie dyskryminowali żadnej z grup. Nie pamiętam również jakiejkolwiek indoktrynacji, nie było tu chyba czerwonego harcerstwa.

Warunki, w jakich rozpoczęliśmy naukę, były siermiężne: przepełnione sale lekcyjne, brak sali gimnastycznej, brak podręczników (korzystaliśmy niemal zawsze z używanych, odkupionych od starszych roczników). Pamiętam, że w pierwszych klasach pisaliśmy nie w zeszytach, lecz specjalnymi rysikami na tabliczkach.

Kierownikiem szkoły (nie było wówczas dyrektorów) był początkowo Stanisław Toroń (tenże, zwany ?Sztyfcikiem?, uczył później przysposobienia wojskowego w Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Smolenia), następnie, bodaj od 1949 roku ? Mikołaj Nazarewicz, uczący matematyki.

Gdy przeglądam świadectwa, widzę, że w pierwszych latach były oklejane różnymi znaczkami ? opłatami na rzecz Funduszu Stypendialnego im. Fryderyka Chopina Towarzystwa Burs i Stypendiów RP, Funduszu Stypendialnego TBS (chyba Towarzystwa Bibliotek Szkolnych) czy później Wojewódzkiego Funduszu Odbudowy Szkół w Katowicach.

Uczniów, jak wspomniałem, było bardzo wielu, nauczycieli raczej mało, tak iż każdy z nich nauczał kilku przedmiotów. Szczególnie zapamiętałem Katarzynę Jaremkiewicz, opiekunkę (tak nazywano wówczas wychowawczynię) naszej pierwszej klasy, uczącą m.in. biologii i religii. W starszej klasie uczył się Marceli Jaremkiewicz, syn naszej pani, w późniejszych latach długoletni nauczyciel Liceum im. Stefana Żeromskiego. Pamiętam, że niekiedy (starszy od nas!) stał lub nawet klęczał w kącie klasy (zapewne za karę, wymierzoną przez mamę-nauczycielkę). Kolejnym opiekunem klasy był pan Eugeniusz Wydro, malujący na początku lekcji w rogu tablicy piękne kolorowe rysunki, najczęściej krajobrazy. Przyjaźniłem się z jednym z jego synów (gra w piłkę, służba ministrancka), innego jego syna uczyłem po latach, gdy krótko pracowałem w bytomskim technikum dla pracujących.

Najdłużej opiekunką naszej klasy była wspaniała Paulina Mosiorowa, zdaje się osoba samotna, niezwykle serdeczna, powszechnie lubiana przez uczniów. Uczyła nas m. in. języka polskiego i rosyjskiego. Często poświęcała swój czas, czytając z nami po lekcjach lektury, o które było wówczas bardzo trudno.

Szkołę ukończyłem w roku 1955. Większość moich kolegów kontynuowała naukę w szkołach zawodowych, nieliczni poszli do technikum czy też do liceum ogólnokształcącego. Większość tych ostatnich wybrała, cieszące się zawsze najlepszym poziomem, Liceum im. Jana Smolenia, nazywane od nazwiska jego dyrektora ? Stanisława Huka ? ?liceum Huka?.

Z lat nauki w Szkole nr 4 wyniosłem zamiłowanie do czytania książek i do przedmiotów humanistycznych, co pogłębiło się jeszcze w latach nauki w Liceum im. Jana Smolenia. Nic dziwnego, że po maturze wybrałem studia w zakresie filologii polskiej, a potem ponad 44 lata wykładałem na tym kierunku w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu, przekształconej później w Uniwersytet Opolski, gdzie ?dochowałem się? pięciu doktorów i 150 magistrów. Ale wszystko zaczęło się w bytomskiej Szkole Podstawowej nr 4, za co jestem losowi niezwykle wdzięczny.

Piotr Obrączka

Copyright © 2017 SP nr 4 Bytom. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem wydanym na warunkach GNU Powszechnej Licencji Publicznej.